Pierwszy francuski dystrybutor sprzętu wspinaczkowego w Polsce
Sprawdź Promocje

News

29/05/2015

Od dziś nowa opcja tańszej przesyłki z paczkomatami

logo

tylko 9.90zł

 

paczkomat_jakodbierac

29/05/2015

Torby + płachty na linę EB i SNAP – sprawdziliśmy, jak sprawują się w terenie

 

Francuskie marki EB i SNAP oferują w swojej najnowszej ofercie serię płacht i torb na linę, od najprostszego modelu Rope bag po dopracowany, przeznaczony dla bardziej wymagających wspinaczy Snapack. Przetestowaliśmy w terenie i na sztucznej ścianie cztery modele z kolekcji.

  • Rope Bag (EB)
  • Baroud (EB)
  • Snapack (SNAP)
  • Snapicnic (SNAP)

Torby przetestowane zostały w skałach i na sztucznej ścianie. Nasze wrażenia i ocena poszczególnych modeli poniżej.

***

Rope Bag marki EB (testował Grzegorz Rettinger)

Zamykana płachta na linę
Wymiary: 100 x 100
Kolorystyka: błękit, szary
Cena: 94.90 zł

Rope bag (fot. Grzegorz Rettinger)

Płachta Rope bag to klasyczne rozwiązanie, znane większości wspinaczy. Kwadrat tkaniny z lamówką wokół i dwiema pętelkami na końce liny. Płachta jest zwijana do części transportowej zamykanej na dwie kompresyjne taśmy z plastikowymi klamerkami. Można ją nosić na regulowanym pasku z dodatkową miękką podkładką na ramię.

Całość wykona jest starannie i w stonowanej kolorystyce. Szwy są mocne, a taśmy wszyte w odpowiednich miejscach. Nieduża objętość – lina 70 m wchodzi na styk – zmusza do mocnego ściągania taśmami. Jednak dzięki temu otrzymujemy bardzo zwarty pakunek, bez trudu mieszczący się we wspinaczkowym plecaku.

Wielkość samej płachty może być niewystarczająca w „trudnym” terenie pod skałami i poza liną nie zmieścimy na niej wiele więcej. Materiał płachty ma również zbyt małą gęstość i nie zabezpiecza przed dostawaniem się wilgoci do wewnątrz. Tak więc Rope bag to przede wszystkim optymalne rozwiązanie na sztuczną ścianę.

Rope bag (fot. Grzegorz Rettniger)

Ocena (w skali od 1 do 6):

ESTETYKA – 4
WYKONANIE – 4
UŻYTKOWOŚĆ – 3 (w naturze) i 5 (sztuczna ściana)

Zalety:

  • prostota,
  • kompresja.

Wady:

  • mała objętość (mieści tylko linę) i powierzchnia płachty,
  • przemakalność.

Reasumując, Rope bag to sprawdzone rozwiązane dla krótszych lin. Płachta może być z powodzeniem stosowana przy dobrej pogodzie na suchym podłożu lub (głównie) na sztucznej ścianie.

Dodatkowa uwaga:

  1. Skoro mamy w narożnikach dwie pętelki na końce liny, to różne kolory ułatwiłyby odnalezienie w zwojach właściwego końca.

 ***

Baroud marki EB (testował Grzegorz Rettinger)

Torba + płachta na linę
Wymiary: 30 litrów + 100 x 150
Kolorystyka: błękit, granat, popielaty, seledyn
Cena: 119 zł

Baroud (fot. Grzegorz Rettinger)

W przypadku modelu Baroud mamy do czynienia właściwie nie z płachtą, tylko hybrydą torby i płachty na linę. System nośny skonstruowany jest jak w klasycznym plecaku (plecy wyłożone miękką wyściółką, regulowane szelki). Komora główna zamykana jest na całej długości na zamek. Dodatkowo torbę wyposażono w dwie rączki transportowe. Po bokach umieszczono kilka mniejszych kieszeni, dwie zamykane na zamek i jedną otwartą, siatkową.

Do wyboru mamy kilka zestawień kolorystycznych. Trzeba przyznać, że wszystkie modele są bardzo kolorowe. Dodatkowo dołączono sporej wielkości (150 x 100) prostokątny kawałek płótna z pętelkami w każdym narożniku, zaszytą do 1/4 długości.

Baroud (fot. Grzegorz Rettinger)

Baroud to przykład produktu taniego segmentu. Całość wykonana jest zaledwie dostatecznie i bez żadnych dizajnerskich fajerwerków. Ma to jednak zaletę, którą sobie bardzo cenię. Nie ma żadnych zbędnych pasków biodrowych, piersiowych czy innych plątających się i brudzących elementów. Jedynym ozdobnikiem są uchwyty na palec przy suwakach.

Materiał, z jakiego została zrobiona torba, jest stosunkowo sztywny i wodoszczelny. Niestety, plecy wyłożone zostały jasną, porowatą wyściółką, co moim zdaniem dyskwalifikuje produkt do użytku w naturze. Pod skałami często jest brudno lub wilgotno, nie zarzucimy wówczas ubłoconej torby na plecy. Natomiast sama płachta ma zbyt małą gęstość i nie zabezpiecza przed dostawaniem się wilgoci do wewnątrz (płachta szybko przemaka).

Z drugiej strony łatwo przekonać się do takiego rozwiązania, jakie proponuje producent. Dostęp do szpeju jest dużo lepszy niż w zwykłym plecaku. Na plus należy również zaliczyć sporej wielkości płachtę i 4 pętelki w narożnikach, co ułatwia przenoszenie wypełnionej liną płachty.

W praktyce, w komorze głównej torby zmieściło się: 70 m liny, 12 ekspresów, dwie pary butów wspinaczkowych, uprząż ze sprzętem osobistym, woreczek i dodatkowy zapas magnezji, litrowa butelka wody oraz przewodnik. W bocznych kieszeniach jest miejsce na drobiazgi, dokumenty, czekoladę, ale na niewiele więcej, ponieważ kieszenie są płaskie i ściśle przylegają do całości.

Ocena (w skali od 1 do 6):

ESTETYKA – 4
WYKONANIE – 2
UŻYTKOWOŚĆ – 2 (w naturze) i 4 (sztuczna ściana)

Zalety:

  • dostęp łatwiejszy niż w plecaku,
  • duża powierzchnia płachty.

Wady:

  • nieprzemyślana konstrukcja,
  • mała objętość,
  • przemakalność.

Reasumując, rozwiązane niepraktyczne w naturze. Tam, gdzie mamy do czynienia z pyłem, błotem należy stosować specjalne zabiegi w celu ochrony pleców torby. Sama płachta łatwo przemaka, więc może być użyta wyłącznie na suchym podłożu lub głównie na sztucznej ścianie.

Dodatkowe uwagi:

  1. Zamek umieszczony po odwrotnej stronie pleców zmusza do położenia torby na miękkich plecach (jasna, miękka i porowata tkanina). Jeżeli znane rozwiązanie – zamek pomiędzy ramiączkami – nie wchodzi w rachubę, warto pomyśleć o solidnym brezencie lub innej zmywalnej tkaninie.
  2. Przy szczelnie wypakowanej torbie przy próbie zamknięcia trzeba się szarpać z zamkiem. Może przy zastosowaniu prostopadle rzepów lub pasków kompresyjnych problem nie byłby zauważalny. Dodatkowo zamek dość szybko się rozciąga na boki.
  3. Kieszenie boczne, zamykane na suwaki, nie odstają od komory głównej. Pomogłyby wszyte nawet niewielkie mostki, można by wówczas swobodniej wsuwać tam drobiazgi. Z kolei kieszeń siatkowa powinna być zamontowana odwrotnie, wtedy w pozycji na plecach nie wypadałyby z niej przedmioty.
  4. Należy też zwrócić uwagę na niedbałe wykonanie produktu. Zamek jest wszyty nierówno, a ramiączka i uchwyt zaczęły się rozpruwać po zaledwie dwutygodniowym użytkowaniu.

 ***

Snapack marki SNAP (testował Adam Kopta)

Torba na linę / plecak
Wymiary: 20 x 30 x 60 (płachta 140 x 100), pojemność 45 litrów
Kolorystyka: szaro-czarna z zielonymi wstawkami
Cena: 169 zł

Snapack (fot. Adam Kopta)

Torba sprzętowa Snapack to w zasadzie plecak, zapinany zamkiem błyskawicznym znajdującym się pomiędzy paskami naramiennymi. Zamek biegnie na całej długości, od dołu pleców do końca górnej ścianki. Torba uszyta jest w kształcie prostopadłościanu. Wewnątrz są dwie kieszenie zapinane zamkiem błyskawicznym.

W momencie, kiedy z załadowanym plecakiem dotrzemy pod skały, po prostu zrzucamy go na podłoże, następnie rozpinamy znajdujący się na wierzchu zamek i mamy wygodny dostęp do zapakowanego sprzętu. Zamek, jak wspominałem, znajduje się na całej długości od dołu pleców do końca górnej ścianki, co umożliwia bardzo szerokie otwarcie torby – mamy więc łatwy dostęp do sprzętu; suwaki z dwóch stron umożliwiają otwarcie z jednej lub drugiej strony.

Zamek jest solidny i wytrzymuje spore naprężenia, co umożliwia ciasne upakowanie plecaka sprzętem. Część plecaka, którą kładziemy na ziemię, to twarda wodoodporna tkanina, pokryta elastycznym i śliskim tworzywem. Tkanina nie  przemaka, kiedy leży na błocie i łatwo ją potem wyczyścić. Czyścimy przez zwykłe przetarcie, błoto łatwo schodzi, a czarny kolor dodatkowo maskuje zabrudzenia.

Plecak i płachta Snapack "w pracy" (fot. Adam Kopta)

Materiał ten jest taki sam jak ten, z którego szyte są worki sprzętowe do jaskiń. Nie musimy się więc martwić o uszkodzenia czy zabrudzenie – to niewątpliwa zaleta Snapack. Zamek zabezpieczają dodatkowo mankiety, zaś boki torby wykonano z materiału, który wytrzyma wiele „prób” przecięcia i przetarcia. Na spodzie znajdziemy wzmocnienia z wodoodpornej, mocnej tkaniny.

Ramiona plecaka, wykonane z wysokiej jakości pianki, są szerokie i wygodne. Regulowana długość daje możliwość dopasowania, a wystarczająco sztywna konstrukcja powoduje, że nosi się go dobrze. Ramiona w trakcie transportu można spiąć paskiem piersiowym, brak jedynie pasa biodrowego, który jednak jest potrzebny przede wszystkim na długich górskich podejściach.

Decydując się na ergonomiczny kształt plecaka odstąpiono od wyposażenia go w boczne kieszenie i dodatkowe paski czy uchwyty na mocowanie zewnętrznego sprzętu.

W torbie do dyspozycji mamy dodatkowo płachtę na linę, jest ona niezależna, posiada dwa narożne uchwyty na przywiązanie końców liny, ma wymiary 140 x 100 cm – wystarczająco, aby pomieścić linę ze sprzętem. Płachta jest dość cienka, sprawia wrażenie delikatnej, ale w praktyce okazuje się bardzo wytrzymała i próbę przypadkowego przebicia przez ostry, złamany kołek przeszła bez żadnego uszczerbku. Jeśli chodzi o przemakalność, położona na błocie, a nawet kałuży przemakać zacznie dopiero po dłuższej chwili.

Kołek nie przebił :) (fot. Adam Kopta)

Łatwy dostęp do plecaka oraz fakt, że bez obawy możemy położyć go na brudnym terenie to bez wątpienia duże zalety Snapack, ważne głównie przy użytkowaniu w skalnym terenie.Wewnątrz znajdują się dodatkowo dwie boczne kieszenie zapinane zamkiem błyskawicznym, przeznaczone na drobne rzeczy typu plaster, portfel czy Topo. Po zapakowaniu do  nich większych gabarytów np. butów lub uprzęży tracimy sporo na ekonomice, dostępności i komforcie zapakowania. Co istotne, dostęp do kieszeni uzyskujemy dopiero po wypakowaniu co najmniej połowy zawartości. Wykorzystanie ich musi być więc przemyślane.

Kłopotliwe jest natomiast szybkie klarowanie liny do wnętrza plecaka, w przypadku innych płacht klarujemy linę na nich, a potem zwijamy płachtę z liną mając gotowy pakunek. W modelu Snapack otwór, nawet po całkowitym rozpięciu, jest zbyt mały, żeby można było szybko sklarować linę do wnętrza. Można więc sklarować ją na dołączonej płachcie i takie zawiniątko włożyć do torby.

Pakując wszystko osobno zmieścimy w plecaku całkiem sporo rzeczy. Producent podaje pojemność 45 litrów, jednak mam wrażenie, że do Snapack wejdzie więcej niż do plecaków o tej pojemności, a zamek na całej długości pozwala upchać drobne gadżety w odległe zakamarki. Główny zamek, o czym wcześniej wspomniałem, jest solidny i wytrzymały – nawet po maksymalnym załadowaniu torby i zapinaniu przy dociskaniu kolanem wytrzymywał bez zastrzeżeń. Do plecaka bez problemu wchodzi komplet do wspinania (lina 80 m, 25 ekspresów, uprząż, przyrząd do asekuracji etc.) wraz z dodatkowymi butami wspinaczkowymi i prowiantem i napojami na cały dzień.

Raz nazywana torbą, innym razem plecakiem, Snapack w zależności od potrzeb spełnia obydwie te funkcje. W celu szybkiego przemieszczenia się na niewielką odległość wystarczy powrzucać rzeczy / sprzęt luzem i wykorzystując ramiona jako uszy transportowe przenieść wszystko na inne miejsce – sprawdza się to bardzo dobrze. Dodatkowo do dyspozycji mamy uchwyty w dolnej i górnej części, wykorzystałem je jako uchwyty do zawieszenia, a dolny do jej opróżnienia przez wyłożenie sprzętu na wcześniej rozłożoną płachtę. Funkcjonalność torby sprawdza się, kiedy teren pod drogą wspinaczkową jest pochyły, a wyładowany na klasyczną płachtę sprzęt zsuwa się po stoku.

Ocena (w skali od 1 do 6):

ESTETYKA – 5
WYKONANIE – 5
UŻYTKOWOŚĆ – 5 (w naturze) i  2 (sztuczna ściana)

Zalety:

  • wygodna konstrukcja (plecak rozpinany zamkiem na całej długości),
  • możliwość stosowania plecaka jako torby transportowej,
  • duża pojemność,
  • solidne wykonanie.

Wady:

  • kłopotliwe pakowanie długiej liny,
  • konieczność spakowania wszystkiego do jednego pakunku.

Reasumując, Snapack jest dobrym produktem, solidnie wykonanym, jest wytrzymała i sprawdza się w terenie. Jest bardzo praktyczna w zastosowaniu na wyjazdach wspinaczkowych. Natomiast wykorzystywanie jej na sztucznej ścianie nie jest zbyt praktyczne, gdyż pojemność jest znacznie większa niż potrzeba spakowania liny i butów. Poza tym jej pancerny charakter to chyba trochę za dużo na komfortowe warunki panujące na sztucznych ścianach.

***

Snapicnic marki SNAP (testował Adam Kopta)

Torba na linę i plecak w jednym
Wymiary: 140 x 100
Kolorystyka: stalowy z żółtymi wstawkami
Cena: 169 zł

Snapicnic to płachta na linę i plecak w jednym. Płachta jest duża, wykonana została z mocnego, grubego materiału. Składa się z jednej, dużej komory, zaś na ¼ powierzchni znajdują się dodatkowe 3 kieszenie. O ile duża komora sprawdza się dobrze, ponieważ utrzymuje linę i ew. sprzęt w płachcie, to kieszenie nie są specjalnie praktyczne, gdyż po zapakowaniu do nich większych rzeczy nie da się spakować całości.

Pakowanie płachty to chyba największy minus jej użytkowania, trzeba się nieźle nagimnastykować ugniatając kolanem pakunek, aby zapiąć rzepy – te są po prostu zbyt krótkie lub brakuje dodatkowych pasków, chociażby do wstępnego dociągnięcia. Za sprawą tych właśnie krótkich rzepów scalających płachtę, pomimo jej sporych rozmiarów (140 x 100) i 3 dużych kieszeni, zmieścimy jedynie podstawowy sprzęt na wspinanie w skałki. Do kieszeni z w/w powodu również niewiele zapakujemy.

Rzepy wydają się zbyt krótkie (fot. Adam Kopta)

Natomiast jako sama płachta po rozłożeniu sprawdza się znakomicie. Gruby i wytrzymały materiał wiele wytrzyma, nawet przeciąganie po ostrych kamieniach. Obszerna kieszeń, która znajduje się na całej szerokości płachty, jest bardzo praktycznym rozwiązaniem – utrzymuje całość sprzętu w płachcie, a gdy jesteśmy na stromym terenie to kieszeń ta bardzo dobrze zapobiega zsuwaniu się szpeju po zboczu, można tam na czas wspinania włożyć buty czy bluzę. Trzymając za dwa przeciwległe rogi płachtę można przeciągać bez obawy, że coś zginie.

Duża kieszeń (fot. Adam Kopta)

Dodatkowo odkryłem sposób udoskonalenia, który w prosty sposób można zrobić samemu, doszywając uchwyt na dłoń w środku, na szczycie dużej kieszeni. Umożliwia to wykorzystanie płachty jako dużej torby. Jest to bardzo praktyczne i wygodne w czasie przenosin na niewielkie odległości.

Przydałby się dodatkowy uchwyt (fot. Adam Kopta)

Po spakowaniu płachty można użyć jej jako plecaka, co jest z założenia dobrym i praktycznym rozwiązaniem. Rozwiązanie to posiada jednak w przypadku Snapicnic zasadniczą wadę, ramiona umiejscowione są tak, że w czasie rozkładania lądują zawsze na podłożu, niejednokrotnie mokrym i zabłoconym, nie da się tego uniknąć i w efekcie zabłocona część płachty ląduje na naszych plecach. Każdorazowe czyszczenie po spakowaniu jest kłopotliwe i denerwujące. Dodatkowo materiał trudno jest wyczyścić.

Brudne plecy (fot. Adam Kopta)

Plusem jest to, że dobrze spakowaną torbę nosi się wygodnie. Szerokie i miękkie ramiona nie gniotą i są dobrze wyprofilowane. Trzeba jednak uważać przy pakowaniu, aby metalowe akcesoria czy buty wspinaczkowe nie gniotły w kręgosłup.

Ocena (w skali od 1 do 6):

ESTETYKA – 4
WYKONANIE – 4
UŻYTKOWOŚĆ – 4 (w naturze) i 3 (sztuczna ściana)

Zalety:

  • dobre wykonanie,
  • wysokiej jakości materiał i odporność na zniszczenia,
  • mocne szwy.

Wady:

  • pakowanie (Snapicnic tak naprawdę sprawdza się świetnie głównie jako płachta rozłożona pod skałą),
  • brudzą się plecy,
  • brak dodatkowego uchwytu do przenoszenia płachty pod skałami.

Reasumując, pancerne wykonanie Snapicnic niespecjalnie przystaje do ścianki wspinaczkowej, możemy nawet usłyszeć uwagę personelu, że „plecaków nie wolno wnosić na salę” :).

Źródło: wspinanie.pl

05/05/2015

Niezbędnik bulderowca Snap


Jakiego sprzętu potrzebujemy do udanej sesyjki bulderowej? W sumie tylko butów i crashpada:-) Jednak jeśli wypad do Zimnego albo Font nie jest jednorazową przygodą, kilka dodatkowych akcesoriów może okazać się przydatnych.

Na szczęście wraz z kraszem Bun (o którym pisaliśmy wcześniej) dotarł do nas, od firmy Snap, tzw. „niezbędnik bulderowca”. Po otwarciu, z paczki wysypał się wór na magnezję Vanity, dwa pojemniki z magnezją – jedna klasyczna proszkowa, a druga w płynie, oraz zestaw szczotek I’bbz.

Zacznijmy od wora na magnezję. Snap Vanity to całkiem sporych rozmiarów sprzęcik. Spokojnie mieści magnezję na co najmniej kilka sesyjek bulderowych. Fajnym rozwiązaniem zapobiegającym wysypywaniu się magnezji jest wysoki, rozkładany komin. Podczas rzucania workiem w ferworze walki prawie w 100% chroni przed utratą cennego proszku. Co prawda, jeśli po nieudanej próbie na życiówce puszczą nam nerwy i zaczniemy ciskać workiem po okolicznych krzakach, komin może okazać się niewystarczający:-) Jednak przy, że tak powiem „użytkowaniu zgodnym z przeznaczeniem” jest naprawdę ok. Komin pełni również funkcję zamknięcia (jest zabezpieczony rzepem) dzięki czemu podczas przesiadki spod jednego kamienia na sąsiedni możemy szybko zabezpieczyć zawartość. Siatkowa kieszonka na klucze lub tejpa i zaczepy na szczotki dodatkowo podnoszą funkcjonalność. Ewidentnie chłopaki z Blo którzy projektowali worek znali się na rzeczy.

A jak tam prezentuje się zestaw na spocone dłonie? Jako osoba, której na samą myśl o bulderingu pocą się dłonie, zużywam makabryczne ilości „białego”. A gdy temperatura przekracza 10 stopni zazwyczaj korzystam też z płynowej magnezji. Dlatego też podczas kilkunastu lat zabawy na kamykach miałem możliwość używania chyba wszystkich dostępnych na rynku chalków. Niektóre były świetne o innych lepiej nie wspominać… Na tym tle zestaw Snapa (Cream w płynie plus Dope w proszku) prezentuje się stanowczo powyżej średniej. Magnezja ładnie trzyma się na rękach, choć w bardzo wysokiej temperaturze albo przy sporym skałowstręcie czasem trzeba magnezjować częściej niż by się chciało.

Trzecim elementem ekwipunku są szczoteczki I’bbz Frixion. Ten element jest szczególnie przydatny w naszym klimacie, gdzie niestety idealnie sucha skała występuje dość rzadko. Jeśli podczas finalnej próby nie lubimy podjeżdżać z wilgotnych chwytów (ja nie lubię) szczotki będą jak znalazł. Projektantem tych szczotek jest legendarny blosard Jo Montchaussé, który mimo 70 sezonów na karku ciągle daje radę:-) Wykonane z naturalnych materiałów fajnie wyglądają i dodatkowo nie niszczą skały.

 Źródło: bouldering.pl 

27/03/2015

Test Crashpada Bun Snap 

Nigdy nie byłem zwolennikiem jednoczęściowych padów. Jakieś takie niepakowne były, niewygodnie się nosiło i w ogóle… Nie ma to jak porządny, gruby padzik składany na dwa albo na trzy.

Dlatego też, gdy dotarł do redakcji nowy crashpad firmy Snap, byłem nieco sceptycznie nastawiony. Jednak jak się okazuje każdy może się mylić:-). Pierwsze pozytywne wrażenie zrobił na mnie mega wygodny system składania i zapinania. Trzema taśmami możemy skompresować padzika tak że wejdzie bez problemów nawet do bagażnika niewielkiej Fiesty:-) No a dzięki jednoczęściowej konstrukcji nie ma słabych punktów na środku powierzchni, mocno ułatwiających załatwienie sobie kostki.


Natalia Terlecka (fot. szopamaciej.wordpress.com)

Drugą naprawdę fajną rzeczą, a niestety rzadko (co mnie osobiście dziwi) spotykaną u innych producentów jest montaż szelek po twardszej stronie pada. Co to oznacza w praktyce? Otóż jeśli przez cały dzień cioraliśmy pada przez błoto w Zimnym Dole albo innym Fontainebleau nie musimy teraz tego błota mieć na kurtce wracając do domu:-) Brudniejsza część krasza elegancko pozostaje w środku, a do naszych pleców przylega górna część, która stykała się jedynie z naszymi butami (ewentualnie tyłkiem).

Dla miłośników nienagannego stylu mamy dwie dobre wiadomości. Po pierwsze przewidziano możliwość noszenia krasza w stylu bleausardzkim czyli na ramieniu. Po drugie wnętrze wykonano w całości z poliestru pochodzącego z recyklingu, dzięki czemu oszczędzamy środowisko naturalne a crash będzie idealnie pasował do Ray Banów, Mac Booka, a nawet brody i kawy ze Starbucksa.


Nocne testy w Sintrze (fot. szopamaciej.wordpress.com)

No ok, wiemy już że jest stylowy i fajnie zmontowany. A jak sprawdza się podczas wspinu? Seria testów przeprowadzonych na wyższych i niższych kamykach w portugalskiej Sintrze wypadła naprawdę fajnie. Bun wyłapuje elegancko zarówno zeskoki (czy też odpadnięcia) z dużej wysokości, jak i efektowne lądowania na plecach po nieudanym ataku na bulderki wiodące większym przewieszeniem. Jak zapewnia producent jest to spowodowane zastosowaniem warstwowej budowy – 1,5 cm z pianki EVA o wysokiej gęstości do amortyzowania upadków i 10 cm z pianki poliuretanowej do absorbowania wstrząsów. Faktycznie, to rozwiązanie się sprawdza i dodatkowo nieźle też zabezpiecza przy upadkach na nierówną powierzchnię pokrytą kamieniami czy korzeniami.

Producent zapewnia również, że Bun jest jednym z najbardziej pancernych kraszpadów na rynku. Po 3 miesięcznym użytkowaniu ciężko to jednoznacznie potwierdzić ale faktycznie, pomimo raczej niezbyt ostrożnego obchodzenia się z nim i beztroskiego przerzucania go z miejsca na miejsce przez ostre, granitowe głazy nie stwierdziliśmy póki co nawet najmniejszych uszkodzeń.

Bun należny do padów średniej wielkości. Wymiary to 125x100x12 cm (otwarty) i 100x60x35 cm (zamknięty). Waga: 6 kg. Jak widzicie na atakowanie hajboli w Bishop może to być za mało, ale na większość przystawek będzie zupełnie wystarczająco.

Na koniec trzeba odpowiedzieć sobie na „zajebiście ale to zajebiście ważne pytanie” – czy mógłbym polecić crashpada firmy Snap krewnym i znajomym? Oczywiście:-) Fajnie, przemyślanie zaprojektowany, wygodny i praktyczny – podczas niezliczonej ilości bulderowych tripów zdarzało mi się lądować na całkiem sporej ilości rozmaitych kraszy – Bun zaliczyłbym stanowczo do jednego z najlepszych:-)

Źródło: bouldering.pl 

10/02/2015

French testing tour Avatar

French_testing_tour

10 lutego w Centrum Wspinaczkowym Avatar w Krakowie.
10 akcesoriów, które zadowolą nawet najbardziej wybrednego wspinacza.

Czyli strefa darmowego testowa francuskich marek.

Męczy Cię uciążliwy ból szyi podczas asekuracji?
Szpej nie mieści Ci się w jednej torbie?
Nie zawsze spadasz na cztery łapy?
Szukasz dobrych butów wspinaczkowych?
Kichasz na myśl o pyłku magnezji?
Chcesz szybko pozbyć się buły?

Elegancja Francja nadchodzi z pomocą!
W strefie testowej sprawdzisz najlepsze francuskie akcesoria i wyposażenie wspinaczkowe, które uczynią Twój skalny świat efektywniejszym, bezpieczniejszym i wygodniejszym. Poznasz sprzęt, który używają francuscy wspinacze, Mistrzowie Świata i Europy oraz środowisko wspinaczkowe z kolebki wspinaczkowej Fontainebleau. Niezaprzeczalna jakość tych produktów przyciąga każdego kto wspina się zawodowo jak i amatorsko.

-Nie zadzieraj…głowy! Skończ z uciążliwym bólem szyi podczas asekuracji.
-Bądź jak kot, spadaj zawsze na cztery łapy z bezpiecznym systemem Crash pad.
-Pomieść cały szpej w jedym miejscu z funkcjonalną torbą Snap.
-Gdyby kózka nie skakała. Dowiedz się jak najlepiej zadbać o swoje palce i czym zabezpieczyć się przed i po kontuzjach wspinaczkowych.
-Czyść efektownie chwyty z brudu i tłuszczu włosiem z dzika, a flash gwarantowany.
– Sprawdź się na francuskich problemach bulderowych, chwytach i strukturach ArtLine oraz eXpression holds.

Marki biorące udział w teście:
akcesoria i wyposażenie dla wspinaczy: Snap, Crimp Oil, Y&Y, EB, I’bbz, 6A ,
profesjonalne wyposażenie ścian wspinaczkowych : ArtLine, eXpression holds

Roman Batsenko i Benjamin Pelissier – natenczas skręcają problemy boulderowe

W zamian za podzielenie się swoją opinią odnośnie akcesoriów i wyposażenia wspinaczkowego – przewidziane kupony rabatowe.

Serdecznie Zapraszamy.

12/12/2014

Francuska inkwizycja na Mistrzostwach Polski

„Nikt nie spodziewał się francuskiej inkwizycji” – te słowa najlepiej opisują to co wydarzyło się podczas Mistrzostw Polski w Boulderingu w Krakowie.

francuzi

Nikt się nie spodziewał…

 

Przed zawodami standardowo przewidywano ostra walkę pomiędzy Mechaniorem a Olem Romanowskim. No może Bunsch albo Czarnecki coś ostro namieszają… Jednak raczej nikt nie spodziewał się jak namieszają zawodnicy sprowadzeni do Polski przez Bena Pelissier właściciela „Pierwszego francuskiego sklepu w Polsce”. To że może być interesująco widać było już w eliminacjach, a półfinał tylko to potwierdził – Alban Levier i Manuel Cornu pewnie awansowali do finału pozostawiając poza finałową szóstką zarówno Ola, Piotrka jak i Kubę Główkę czy Kubę Ziółkowskiego. Gruba sensacja wisiała w powietrzu. No i się stało  – podczas niedzielnych finałów jako jedyny trzy razy zatopował właśnie Alban wyprzedzając Andrzeja Mecherzyńskiego-Wiktora i Adriana Chmiałę.

Wśród pań aż takiej sensacji nie było choć niewiele brakowało, gdyż do finału pewnie awansowała Francuzka Elza Ponso. Jednak honor biało-czerwonych obroniła będąca w świetnej formie Sylwia Buczek fleszując komplet przytaweczek. Elza z trzema topami zakończyła zawody na drugiej pozycji a Kasia Ekwińska, która zebrała dwa topy, na trzeciej.

1. Sylwia Buczek

2. Elsa Ponzo

3. Katarzyna Ekwińska

4. Paulina Kalandyk

5. Karina Mirosław

6. Katarzyna Smagała

Wyniki finału panów:

1. Alban Levier

2. Andrzej Mecherzyński-Wiktor

3. Adrian Chmiała

4. Piotr Czarnecki

5. Manuel Cornu

6. Jędrzej Kowal

Źródło Goryonline

Comments are closed.